Home  |  Relacje  |  Sponsorzy  |  Galeria  |  Plany  |  Kontakt  |         Forum
                                                      " Życie trzeba przeżyć, a nie przeczekać..."     


6 z 8




16.02


      Wstaliśmy nie spiesząc się nigdzie.



Z Inci do Mendozy jest w sumie tylko 3 autobusy dziennie (12:00 ; 16:40 ; 19:30), ale chcieliśmy pozwiedzać okolicę - bo zapewne już nigdy tutaj nie zagościmy. Po śniadaniu, myciu się w zimnej, ale bieżącej wodzie (do tego załatwienie się w normalnej toalecie - człowiek nawet nie zdaje sobie sprawy, jakie ma udogodnienia w domu), wyszliśmy w stronę cmentarza poległych alpinistów na "naszej" górze.







Będąc tam chodziliśmy między grobami, zamyśleni, nawet za wiele nie rozmawialiśmy. Leży tam na prawdę dużo osób (a jest tam tylko część grobów). Młodzi, w średnim wieku i starsi ludzie, wszyscy mieli jeden cel... Aconcagua. Opuszczamy tamto miejsce i udajemy się do wioski (Puente del Inca), aby dokładnie pooglądać "naturalny most".







Po zwiedzaniu okazuje się, że jest dopiero 13, tak więc mamy jeszcze sporo czasu do kolejnego autobusu. Decydujemy się spróbować jazdy okazją. Już po kilku minutach podchodzi do nas Japończyk i mówi, że czeka na swojego kierowcę i jedzie do Mendozy, jeśli chcemy to nas weźmie. Ucieszyliśmy się oczywiście, ale dalej stoimy przy drodze, a Grzesiek trzyma wyciągniętego kciuka. Po chwili pisk opon, hamuje sportowy peugeot 206. Jak kierowca zobaczył nasze ogromne plecaki widać było w jego oczach, że chce odjechać, ale został. Zabraliśmy się z nim do Mendozy. Droga (prawie 200km) minęła bardzo szybko ze względu na ciężką nogę kierowcy, a podróż umilała nam latynoska muzyka - coś niesamowitego. W Mendozie udaliśmy się prosto do hostelu gdzie był Seba. W trójkę pochodziliśmy po mieście - jest co zwiedzać.



Był to w sumie nasz drugi nocleg w tym hostelu, zdecydowałem więc, że muszę przespać się na łóżku (było wolne), a nie tak jak na początku na dachu. Wybór okazał się kompletną klapą. Było tak gorąco, że co chwilę budziłem się cały spocony, piłem, zasypiałem i znowu się budziłem. Była to moja pierwsza i ostatnia noc spędzona w hostelowym pokoju, później spaliśmy na dachu - który okazał się "apartamentem prezydenckim".

17-19.02


      W tych dniach zwiedzaliśmy Mendozę, winnice, których było tam bardzo dużo, parki i sklepy - "Regionales". Sklepy te to swego rodzaju sklepy z pamiątkami, dla nas bardzo egzotyczne. Ciekawostką jest to, że byliśmy częstowani winem jak chodziliśmy do takiego sklepu.

















Dziewiętnastego wieczorem dotarł do nas Janek (zdobył szczyt) ze złą informacją. Okazało się, że jedna osoba z kolejnej atakującej czwórki doznała odmrożeń. Z kilku względów nie będę dokładnie opisywał tej sytuacji. Stało się to po zdobyciu szczytu (dosyć późno). W drodze powrotnej zapadł mrok, zabłądzili i byli zmuszeni spędzić noc na wysokości 6300m bez śpiworów i namiotu. Sytuacja była bardzo skomplikowana, dobrze, że skończyło się tylko na odmrożeniach jednej osoby. Kolega był hospitalizowany.


1   2   3   4   5   6   7   8  

Relacje (dział główny)






Home  |  Relacje  |  Sponsorzy  |  Galeria  |  Plany  |  Kontakt  |         Forum
Copyright 2009 www.lagozny.pl   Łagożny Łukasz