Home  |  Relacje  |  Sponsorzy  |  Galeria  |  Plany  |  Kontakt  |         Forum
                                                      " Życie trzeba przeżyć, a nie przeczekać..."     


5 z 8




13.02


      Właśnie o 10:30 Żaba wychodził do jedynki. Cały dzień piję i odpoczywam, gotuję i jem. Ok. 15 przyszedł Ronc po ponownej aklimatyzacji od samego dołu i od razu udał się aklimatyzacyjnie na Boniete. Ok. 17 z góry zeszli Aga, Seba i Grzesiek. Seba od razu poszedł do lekarza, który stwierdził lekki wstrząs mózgu i nadwyrężone kręgi szyi. Przy najbliższej okazji miał się zabrać helikopterem do szpitala, bo jego stan nie wymagał natychmiastowego transportu. Zdarzyło się tak, że z góry został sprowadzony Argentyńczyk z potężnymi odmrożeniami rąk, dla którego został wezwany helikopter i Seba zabrał się z nim na dół.





Jego plecak nadaliśmy na muły.

14.02


      Wstałem o 10. Poprzedniego dnia zaplanowałem sobie, że przejdę się na szczyt Catedral (5325m n.p.m.). Analizując jednak mapy stwierdziłem, że nie ma tam bezpiecznego wejścia, a rzekomy szlak na mapie był niewidoczny (patrzyłem jak szedłem na Boniete). Poza tym obawiałem się tych kamienistych lawin, które właśnie tam widzieliśmy. Na domiar wszystkiego dałem Michałowi swój kask jak widziałem się z nim w Kondorach. Zrezygnowałem z wyjścia, żeby nie kusić łaskawego dla mnie losu i cały dzień dalej odpoczywałem.







Na niebie wysoko cirrusy zwiastujące w górach nienajlepszą pogodę i zimno. Aga cały dzień pielęgnuje swój poparzony nosek.

15.02


      Razem z Grześkiem pakujemy się. Wyrejestrowaliśmy z Plaza de Mula i schodzimy na dół.



Wychodzimy o 12 w południe. Do wyjścia z parku jest ok. 37 km i wierzymy, że uda nam się tam dotrzeć przed zamknięciem - aby się wyrejestrować i oddać worki (1 ze śmieciami, a drugi ten na fekalia - ale pusty). Droga bardzo się dłuży, jest gorąco w stopy, bo kamienie są bardzo rozgrzane, do tego wieje wiatr, który nie pozwala się rozebrać i świeci słońce, które bardzo opala.







Cały czas bloker na twarz i kark. Robiliśmy sobie krótkie przerwy tak, aby wyrobić się przed zamknięciem parku (myśleliśmy, że zamykają o 20 lub 21). Okazało się, że pomimo naszych, trzydziestokilogramowych plecaków mamy całkiem niezłe tempo i już po 7 godzinach byliśmy przy wyjściu z parku. Całkiem dobrze, pomyśleliśmy sobie. Oddaliśmy worki ze śmieciami, ale problem pojawił się przy pustych workach - tak zwanych "shit bagach". Szybko powiedziałem kobiecie, że byliśmy tak krótko w wysokiej partii gór i jedliśmy same banany i czekolady, dlatego nie potrzebowaliśmy tych worków. Później bardzo szybko zmieniłem zdanie na temat transportu Seby, bo widziałem, że jest wykreślony czerwonym markerem w Księdze wejść/wyjść i jakoś uszło nam to na sucho - ufff. Wieczorem poszliśmy do knajpy na toast i dobre regionalne jedzenie, a spaliśmy u naszego mularza. W tym czasie 7 osób z naszej ekipy pozostawało w górach, a my zakończyliśmy naszą akcję górską.


1   2   3   4   5   6   7   8  

Relacje (dział główny)






Home  |  Relacje  |  Sponsorzy  |  Galeria  |  Plany  |  Kontakt  |         Forum
Copyright 2009 www.lagozny.pl   Łagożny Łukasz